szukaj w artyku??ach redakcyjnych
polski      english 

Strona główna

Kalendarium

O bazie

Szukaj w bazie danych

Centrum

Logowanie



WYSZUKIWANIE W BAZIE DANYCH

zdarzenie
Wattenbergowa dostaje list z konsulatu amerykańskiego wzywający ją do Warszawy. Mary przyjeżdża do Warszawy dzięki znajomemu jej matki, który przewozi ją z Łodzi z narażeniem życia. W dzień Bożego Narodzenia przewozi także młodszą siostrę Mary. Wattenbergowa dołącza do dzieci po Nowym Roku. Zamieszkują w dwóch pokojach przy Siennej 41.  
17 grudnia Wattenberg dostaje zawiadomienie, że ma objąć dozorcostwo na Chłodnej 10. Musi sprzątnąć dom opuszczony przez gojów i przyłączony właśnie do getta. Ludność będzie się mogła przenieść, gdy ulica zostanie zamurowana. Na Chłodnej buduje się mury (pracuje tu Romek Kowalski). Jednocześnie buduje się most, łączący chodniki po obu stronach ulicy. 26 grudnia 1941 cała rodzina Wattenbergów otrzymuje pozwolenie na przeniesienie się na Chłodną.  
Pierwszy ciepły, wiosenny dzień po miesiącach zimna. Na podwórzu Wattenbergowie posiali kupione w Toporolu nasiona - rzodkiewkę, cebulę, marchew, rzepę i kwiaty. Pogoda zrobiła się tak łagodna jak w maju.  
Więźniowie Pawiaka w dzień blokady ulic Ostrowskiej i Wołyńskiej i nalotu sowieckiego zebrali się na wspólną modlitwę. W pokoju została zorganizowana prowizoryczna synagoga (stół nakryty białym obrusem, na nim dwie świeczki). Przed pokojem zostali wystawieni strażnicy, by ostrzegać przed nadchodzącymi Niemcami. Kobiety modliły się z mężczyznami. Początkowo dało się słyszeć słowa wymawiane przez kantora, ale potem wszystko przekształciło się w jeden szloch. Podczas modlitwy słychać było z ulicy strzały i krzyki. Były to odgłosy blokady ulic Ostrowskiej i Wołyńskiej i selekcji wśród policjantów (z 2500 policjantów zostało wybranych 380). O zmierzchu nadleciały sowieckie samoloty. Bombardowanie było silniejsze niż zwykle. Wiele bomb spadało w okolicach Dzielnej, a jedna trafiła w dziedziniec więzienia. Jedna z bomb trafiła w gmach sądów. Alarm odwołano o piątej nad ranem.  
Wattenbergowa jako Amerykanka może opuszczać getto. Wychodząc musi tylko okazać niemieckiemu strażnikowi paszport. Wysyła znajomym listy za granicę, bo urzędy w getcie odmawiają ich przyjęcia. Na Mokotowskiej 14 znajduje się biuro pomocy amerykańskiej kolonii. Raz w miesiącu obywatele amerykańscy otrzymują paczki żywnościowe na sumę 11zł. Ich prawdziwa wartość wynosi około 300zł. Oficjalne kartki uprawniają do nabycia ćwierci funta chleba dziennie, jednego jajka i kilograma marmolady z warzyw raz na miesiąc. Funt ziemniaków kosztuje złotego. Domy przy Siennej wychodzące na Złotą są oddzielone od aryjskiej strony jedynie kolczastymi drutami. Większość przemytu odbywa się tutaj. Przez całą noc trwa ruch, wjeżdżają całe wozy z żywnością.  
Niemcy odmówili przedłużenia zajęć na kursach nauki rysunku technicznego. Rok szkolny trwał siedem miesięcy. Profesorowie są zadowoleni z postępów, jakie zrobiła większość uczniów, mimo ogromnych trudności, jakie są ze zdobyciem materiałów do rysowania. Tylko dwa sklepy w getcie sprzedają papier i farby. Arkusz papieru kosztuje 4 zł. Część studentów musiała porzucić naukę ze względów finansowych.  
Mary była na koncercie Yery Gran. śpiewa ona pieśni klasyczne i współczesne piosenki komponowane przez K. Kohna. Jego muzyka wyraża cały smutek i opór getta. Jest bardzo popularna.  
W getcie istnieją setki ręcznych młynów, w których szmuglowane ziarno miele się na mąkę. Działają przez całą dobę, ale nielegalne związki zawodowe dbają, by robotnicy pracowali regularnie na trzy zmiany, po osiem godzin. Robotnik zarabia 20 do 30 zł dziennie, a nocna zmiana otrzymuje 50% premii. Są też małe zakłady wytwarzające konserwy z ryb "śmierdziuchów". Przemytnicy sprowadzili do getta duży ładunek wędzonej flądry, która smakuje jak dobry śledź. Niektóre sklepy produkują końską kiełbasę, jest tak droga, że tylko nieliczni mogą sobie na nią pozwolić. W tajnych garbarniach produkuje się bardzo modne wysokie oficerki (po 1,5 tys. zł). Swoją pomysłowość rozwijają zwłaszcza chemicy, zwłaszcza farmaceuci i farbiarze (mówi się, że farby do ubrań produkuje się z murów getta).  
Do getta dochodzą wiadomości o wymordowaniu Żydów lubelskich. Po getcie zaczynają krążyć najróżniejsze plotki. Powtarza się, że Żydzi zostaną osiedleni w Arabii. Mieszkańcy getta zaczynają się zastanawiać, czy złagodzenie dekretów gubernatora Franka i złagodzenie tonu w "Warschauer Zeitung" nie jest ciszą przed burzą. W getcie odczuwa się napiętą atmosferę.  
W pierwszej połowie maja 1942r. przyjechało do warszawskiego getta z getta łódzkiego kilka osób za pośrednictwem "kohn - hellera". Musieli zapłacić 20 tys. zł od osoby. Uciekinierzy byli w tragicznym stanie, wyglądali jak cienie. Jednym z przybyłych był Heniek Zylber, który opowiedział Mary Berg o losie Żydów łódzkich.  
O 7 rano dwóch żydowskich policjantów przyszło, by eskortować Wattenbergów na Pawiak. 17 lipca był pięknym słonecznym piątkiem. Zaprowadzono ich początkowo do komendy na Ogrodowej, gdzie było już około 700 obywateli neutralnych krajów europejskich i Ameryki. Komisarz sprawdził ich dokumenty. Potem otoczono ich kordonem policjantów żyd. i odprowadzono na Pawiak. Na ulicy setki osób wychodziło z domów, by towarzyszyć obcokrajowcom. Na rogu Żelaznej i Leszna policja musiała rozganiać tłum pałkami. Ludzie byli pewni, że izolowanie obcokrajowców zwiastuje całkowitą zagładę getta. Kilku koleżankom Mary udało się przecisnąć przez tłum. Prosiły, by Mary o nich nie zapomniała. Gdy cała procesja doszła do Pawiaka, policjanci żyd. musieli odejść. Abie, brat Wattenbergowej zapytał odchodząc: "Jak możesz mnie zostawić?" Więźniów wpuszczano na Pawiak w kolejności alfabetycznej nazwisk. Na dziedzińcu więziennym ustawiono stół, za którym usiadł podkomisarz Orf. Brytyjczycy i Amerykanie utworzyli jedną grupę, a obywatele państw neutralnych - drugą. Rozpoczęła się prawdziwa rejestracja. Każdą osobę krótko przesłuchiwano. Jednej z kobiet pozwolono sprowadzić chorego synka, który przebywał w szpitalu w getcie. Grupę Brytyjczyków i Amerykanów wprowadzono do jednopiętrowego budynku, który dawniej zajmowali pracownicy więzienia. Umieszczono ich w kilku pokojach, po 10 osób w każdym. Obywateli państw neutralnych, okupowanych i Ameryki Płd. zostali zamknięci w celach; mężczyźni w centralnym budynku, kobiety w bloku zwanym "Serbią". Pokój, w którym przebywała Wattenbergowa z rodziną znajdował się na drugim piętrze, miał 20 m kw., na podłodze leżały sienniki. Przebywało tu 13 kobiet i ośmioletnia dziewczynka. Więźniowie mogli poruszać się z pokoju do pokoju.  
Na początku lipca 40r. zaczęły działać w Warszawie publiczne garkuchnie. W kuchni na Siennej posiłek składał się z ziemniaków lub kapuśniaku i małej porcji jarzyn. Dwa razy w tygodniu dodawany był mały kawałek mięsa, który kosztował jeden złoty i dwadzieścia groszy. Wydano oficjalne zarządzenie, że każdy pokój musi być zajmowany przez co najmniej cztery osoby.  
Młodzież z Łodzi założyła Łódzki Zespół Artystyczny (ŁZA). Przedstawiciel Jointu zwrócił się do zespołu z prośbą o pzygotowanie przedstawienia na fundusz pomocy uchodźcom z Łodzi. Młodzież kilkakrotnie dawała przedstawienia śpiewając, recytując i tańcząc. Zyski były znaczne. Członkowie ŁZy stali się popularni wśród warszawiaków. Przedstawienia odbywały się w biurze Wspólnego Komitetu Dystrybucyjnego (Jointu).  
Gdy Niemcy przyłapią kogoś na błahym przewinieniu, aresztują tę osobę i poddają torturom. Wśród torturowanych znajdują osoby, które się załamały i czynią z nich swoich agentów. Funkcją agenta jest dostarczanie informacji o osobach, które mają pieniądze i złoto. Agent nigdy już nie może uwolnić się od swych prześladowców. Wg ludności getta agenci ci nie są tak bardzo niebezpieczni, bo są w jakimś stopniu znani, a często ostrzegają ofiary przed planowanymi rewizjami gestapo. Niebezpieczna jest pewna grupa donosicieli, którzy traktują swoją robotę poważnie i są lojalni wobec Niemców.  
Rodzina Wattenbergów ucieka z Łodzi do Warszawy (przez Łowicz i Sochaczew). Zamieszkują przy Zielnej 31, a po zniszczeniu domu - przy Nalewkach. Tu udaje im się przetrwać bombardowania. Jedynym źródłem informacji jest "Robotnik", organ PPS, pełen jednak przesadzonych i fałszywie optymistycznych informacji. 20 września przestaje działać radio. 23 września, w Sądny Dzień ojciec idzie do synagogi. W czasie modlitw na synagogę spada bomba i wielu Żydów zostaje zabitych. Bergowi jednak nic się nie stało. W czasie bombardowania tego dnia w środku słonecznego dnia zaczął padać gęsty śnieg i grad. Bombardowanie na chwilę ustało. Żydzi interpretowali ten fakt jako akt boskiej interwencji. 27 września wyszli z ukrycia. Dozorca domu zaprosił Wattenbergów na obiad. Podana na obiad "kaczka" była ostatnim łabędziem z parku Krasińskich.  
Żydówka będąca amerykańską obywatelką została zmuszona przez Niemców do szorowania podłogi kosztownym futrem. Kobieta poskarżyła się konsulowi amerykańskiemu. Ten zażądał odszkodowania od gubernatora Franka. Kobieta otrzymała 3 tys. marek. Wattenbergowa przypięła na drzwiach swojego mieszkania wizytówkę "obywatelka amerykańska". To chroni ją przed grabieżami niemieckich bandytów. Gdy Niemcy przychodzą do domu, wszyscy sąsiedzi proszą o pozwolenie przeczekania tej wizyty u Wattenbergów, wierząc w moc amerykańskiej flagi. Żydzi, obywatele państw neutralnych nie są zmuszani do noszenia opasek i wykonywania ciężkich prac. Wielu stara się wyrobić lub podrobić dokumenty zaświadczające o obywatelstwie innego państwa (np. południowoamerykańskiej republiki).  
16 kwietnia 40r. wrócił z Rosji Wattenberg. Przeszedł przez zieloną granicę (jako jeden z trzydziestoosobowej grupy, pozostałych aresztowano). Większość mieszkańców stolicy jest pewna, że wojna Rosji z Niemcami musi wybuchnąć. Abie uciekł z węgierskiego obozu dla polskich oficerów. Bał się, że jako Żyd może zostać przewieziony do obozu koncentracyjnego.Przyjechał do Warszawy.  
Wattenbergowa pojechała do Berlina, aby uzyskać paszport i móc wyjechać do Ameryki. Z powodu przystąpienia Włoch do wojny porty włoskie zostały zamknięte. Nowe zarządzenie zabraniało komukolwiek opuszczania Generalnej Guberni. Wattenbergowa opuszczała Berlin 14 czerwca, gdy Niemcy świętowali upadek Paryża.  
Łódzkie gimnazjum, do którego chodziła M. Berg rozpoczęło działalność w Warszawie. Mają zajęcia dwa razy w tygodniu w mieszkaniu Wattenbergów, które jest stosunkowo bezpieczne. Młodzież uczy się wszystkich przedmiotów, zorganizowano nawet laboratorium fizyczne i chemiczne. Szczególnie burzliwe są dyskusje o literaturze. Nauczyciele próbują wykazać, że Mickiewicz, Słowacki i Wyspiański przepowiadali obecna nieszczęścia. Wszyscy uczniowie są niezwykle pilni. Brak podręczników powoduje, że uczą się wykładów na pamięć. Gimnazjum właśnie wydało świadectwa maturalne. Uczniowie przychodzili pojedynczo na egzamin do mieszkania dyrektora. Wszyscy zdali b. dobrze.  
10 października spadł pierwszy śnieg. Mary świętowała urodziny (zastanawiała się nad stosownością organizowania przyjęcia, gdy wokół tyle nędzy). Przyszli jej przyjaciele. Dyskutowano o planach na przyszłość. Mary czytała fragmenty swego dziennika. Pito domowej roboty likier wiśniowy zrobiony w pierwszym roku wojny i jedzono pieczone placuszki. Pod koniec Romek grał na pianinie, a reszta tańczyła. Przed dziewiątą wszyscy poszli do domów. Mary wyszła, by odprowadzić kawałek Romka i Tadka. W jednym miejscu potknęła się o ludzkie ciało okryte tylko kawałkiem gazety. Na ulicy jest ciemno, gdyż zamiast neonów sklepy mają zaciemnienie z czarnego papieru. Nazwy sklepów wyklejone są białymi paskami papieru i w ten sposób można odróżnić sklepy i ich branżę.  
Jedyną bronią w getcie jest humor. Codziennie w "Cafe Art" na Lesznie można usłyszeć satyry i piosenki na policję, służbę sanitarną, riksze, a nawet na gestapo. Tematem żartów jest epidemia tyfusu. Programy satyryczne odnoszą ogromne sukcesy. W jednym z programów pokazywano marionetki wyobrażające przywódców Gminy. Jednym ze źródeł humoru są rozmowy, jakie się słyszy w "kohn - hellerach". Krążą fantastyczne opowieści o luksusowym życiu, jakie prowadzą właściciele tramwajów i udziałowcy Transferstelle. Z niesmakiem ulica przyjęła plakaty rozwieszone w getcie, informujące o przyjęciu charytatywnym urządzonym z okazji narodzin dziecka Kohna. [W podobnych, "zbytkach" przyszła na świat córka Szajera, współpracownika Trzynastki].  
Utworzono policję żydowską w getcie. Zgłosiło się więcej kandydatów niż było miejsc. Mundury składają się z granatowych policyjnych czapek i wojskowych pasów z przyczepionymi gumowymi pałkami. Nad daszkiem czapki umieszczony jest metalowy znaczek z gwiazdą Dawida i napisem: Judischer Ordnungsdienst. Na niebieskim otoku zaznaczona jest ranga policjanta. Jeden cynowy krążek oznacza policjanta, dwa-starszego policjanta, trzy - komendanta obwodu, jedną gwiazdkę ma komendant rejonu, po dwie trzej zastępcy komisarza (Hendel, Lejkin, Firstenberg), a sam komisarz (Szeryński) - cztery. Oprócz białej opaski policjanci noszą żółtą z napisem Judischer Ordnungsdienst. Na piersi noszą metalowe znaczki z numerami. Centralna siedziba policji znajduje się przy Ogrodowej 15. Komendy rejonowe znajdują się przy Twardej, Ogrodowej, Lesznie, Gęsiej przy Nalewkach i blisko cmentarza żyd.  
Na ulicy pojawili się urzędnicy Komisji do Walki ze Spekulacją. Przed 25 grudnia 1940r. organizacja działała w tajemnicy. Jej urzędnicy noszą czapki z zielonym otokiem i seledynowe opaski z napisem: "Walka ze Spekulacją". Ludność podejrzewa, że może to być narzędzie w ręku gestapo. Szefem "Trzynastki" jest Szternfeld, a współpracownikami: Gancwajch, Roland Szpunt, Szajer z Łodzi. Inna grupa umundurowanych urzędników to pracownicy jednostek sanitarnych (noszą niebieskie otoki na czapkach i niebieskie opaski). Czarne stroje noszą pracownicy zakładów pogrzebowych. Najpopularniejsze należą do Pinkierta (z siedzibą na Grzybowskiej, obok biura Gminy) i Wittenberga (po przeciwnej stronie ulicy, naprzeciw Pinkierta).  
Młodzieżowy Łódzki Zespół Artystyczny otrzymuje kilka propozycji wystąpienia w kawiarniach. Zamierzają dawać własne regularne przedstawienia. W tym celu wynajęli szkołę tańca Weismana na Pańskiej. Ogromny sukces odniosło przedstawienie grane 31 grudnia 1940r. (był to też ostatni dzień Chanuki). Młodzież zaimprowizowała heroiczną walkę Makabiego wprowadzając wiele współczesnych aluzji. Entuzjastycznie było też przyjęte przedstawienie 14.04.41r. - M. Berg recytowała plagi (odczytano współczesną aluzję).  
Młodzież bloku przy Siennej 41 założyła Klub Młodzieży. Podobne kluby są zakładane na wszystkich ulicach getta. Członkowie klubu przy Siennej zaczęli przygotowywać tematy do dyskusji. W imieniu komitetów domowych ulicy Siennej inż. Stickgold złożył młodzieży życzenia. Klub pomaga Domowi Sierot doktora Korczaka. Codziennie dwoje młodych ludzi przeprowadza w domu zbiórkę na rzecz sierot. Lista ofiarodawców wywieszana jest na drzwiach domu.  
Na Siennej rozchodzi się pogłoska, że ulica ma być odcięta od getta. Plotka powoduje panikę wśród mieszkańców. Podejrzewają, że powodem groźby jest chęć uzyskania dużej kontrybucji. Sami Niemcy rozpuszczają pogłoski, że Sienna pozostanie w getcie, o ile Żydzi zapłacą odpowiednią ilość pieniędzy. We wrześniu 41r. Niemcy zażądali 7 funtów złota jako okupu za pozostawienie tej ulicy w getcie. Mieszkańcy zbierali między sobą kosztowności, by zapobiec nieszczęściu.  
Jedna po drugiej są zamykane ulice getta. Przy pracach murarskich przy murze zatrudniani są tylko Polacy. Żydowskim murarzom Niemcy nie ufają, gdyż ci zostawiali w wielu miejscach luźne cegły, aby przemycać żywność. Mimo, że mury rosną, Żydzi wciąż wynajdują nowe sposoby , by przenosić żywność do getta. Wykorzystują w tym celu rury kanalizacyjne oraz przejścia między piwnicami zbombardowanych domów. Piwnice te tworzą często długie tunele, przez które można uzyskać połączenie ze stroną aryjską.  
Odbyła się premiera sztuki "Miłość szuka mieszkania" w teatrze Femina. Na przedstawieniu było wielu znajomych M. Berg, często były to pary bardzo młodych dziewcząt i dużo starszych od nich mężczyzn. "Nikt nie chce być sam. A jednak moralność w getcie jest równie silna jak w czasach przedwojennych." Liczba małżeństw spadła w porównaniu z pierwszymi miesięcami wojny. Powodem jest brak mieszkań. Powołano specjalne biuro, którego zadaniem jest wyszukiwanie wolnych pokojów dla młodych małżeństw i zapewnianie im odrobiny intymności.  
Za zgodą władz niemieckich administracja Gminy otworzyła kursy rysunku technicznego, architektury i grafiki. Kurs jest częścią programu szkolenia rzemieślników spośród młodzieży żydowskiej. Kursy metalurgiczne i pokrewne odbywają się w budynku Gminy (Grzybowska 26), a rysunek techniczny na Siennej 16. Nauka ma trwać 6 miesięcy i kosztuje 25 zł na miesiąc. Jest pewna liczba stypendiów dla biednych, ale zdolnych uczniów. Na kilkadziesiąt miejsc zgłosiło się kilkuset chętnych. Przy wyborze studentów dużą rolę odgrywała protekcja i łapówka. Lekcje trwają od 9 rano do 14.30. Przedmioty teoretyczne to: historia sztuki, architektura, kostiumologia, historia różnych rodzajów rysunku poczynając od figur geometrycznych, a kończąc na światłodruku, ornamentacji i liternictwie. Młodzież uczęszczająca na kursy jest w wieku od 15 do 30 lat. Słuchacze kursów nie są wysyłani na roboty, dlatego kursy te są szczególnie popularne wśród mężczyzn. Po zakończeniu nauki uczniowie są zobowiązani do zgłaszania się do urzędu zatrudnienia. Szkołę wizytował Czerniakow i Jaszuński oraz kilkakrotnie Niemcy.  
Na czarnym rynku funt chleba kosztuje 10 zł, biały - od 15 do 17 złotych. Studenci kursów rysunku technicznego organizują między sobą zbiórkę chleba dla uboższych studentów i dla modeli. Tematem prac jest "nędza". Kierownik kursu płaci po 2 zł za 2 godziny pozowania, a uczniowie zbierają po kilka kawałków chleba dla modeli. Ubodzy ustawiają się w kolejce, aby zarobić w ten sposób.  
Organizacja ORT (Towarzystwo Szerzenia Pracy Zawodowej i Rolniczej wśród Żydów) otworzyła kurs dla dziewcząt. Na kursie są następujące specjalności: krawiectwo damskie, ubranka dziecięce, rękawicznictwo, modniarstwo, kaletnictwo i wyrób sztucznych kwiatów. ORT ma dwie sale na Nalewkach 13 i przy Lesznie 13. Dziewczęta z kursów robią buciki dla sierocińców. Ponieważ brak skóry, przerabia się na buty stare pilśniowe kapelusze. Skórę ofiarowują czasami zamożniejsi mieszkańcy getta.  
Została otwarta nowa kawiarnia kierowana przez Tatianę Epstein. Kelnerkami są panie z najlepszego towarzystwa. W kawiarni występuje Władysław Szpilman. Kawiarnia ogłosiła konkurs młodych talentów. Nagrodą jest tygodniowy kontrakt na występy z dobrą gażą. W ciągu trzech dni trwania konkursu sala była wypełniona po brzegi. Jury (Władysław Szpilman, Helena Ostrowska, Stefan Pomper, żona architekta Bela Gelbard, Tatiana Epstein) przyznało nagrody Stanisławie Rapel (taniec), Mary Berg (piosenki jazzowe), sześcioletniemu uczniowi Szpilmana (gra na fortepianie).  
Na Nowolipiu działa teatr "Azazel", wystawiający sztuki po żydowsku (kierownictwo -Diana Blumfeld). Na Nowolipkach Teatr Kameralny daje przedstawienia po polsku. Od końca marca grają tam komedię czeskiego dramaturga Polaczka- "Doktor Berghof przyjmuje od drugiej do czwartej". Gwiazdami teatru są: Michał Znicz, Aleksander Borowicz, Władysław Gliczyński. Na Lesznie w teatrze Femina grają głównie rewie i operetki. Wystawiano "Barona Kimmela" i rewię na temat Judenratu. Grają: Aleksander Minowicz, Helena Ostrowska, Franciszka Man, Pruszycka, Noemi Wentland. Najpopularniejszym lokalem getta jest "Cafe Sztuka" na Lesznie. śpiewa tu Vera Gran. W "Cafe pod Fontanną" grywa W. Szpilman. Przy Ogrodowej, na miejscu po wypalonym domu (stoi tu jeszcze ściana z wypalonymi oknami), otworzono kawiarnię "Bajka". Niedaleko tego miejsca jest "plaża". Za dwa zł. można tu poleżeć na leżaku )obowiązują stroje plażowe).  
Najważniejszym produktem żywnościowym w getcie stały się malutkie, rozkładające się rybki po jeden zł za funt. (Przy ulicach stoją cale wozy pełne cuchnących ryb). Jest to jedyny produkt, który Niemcy dopuścili do wolnej sprzedaży. Na bazarze można dostać kurczaki po 20 zł za funt. Koszerne mięso i ryby są jeszcze droższe. W kuchni Gminy można kupić za 30 gr talerz zupy składający się z gorącej wody i pływających w niej kartofli. Gmina ma też kuchnię dla swoich pracowników. Za 1 zł można kupić zupę z grysikiem. Otwarto ostatnio fabryki zajmujące się produkcją żywności, przede wszystkim "miodu" z melasy i marmolady z marchwi i buraków.  
Pojawił się nowy środek transportu - tramwaj konny. Są to drewniane wagony z oknami, górna część jest pomalowana na żółto, a dolna na niebiesko, a w środku znajduje się biała gwiazda Dawida z napisem TKO (Towarzystwo Konnych Omnibusów). Pojazd ma bardzo wysokie koła i "sprawia wrażenie gigantycznej żółto - niebieskiej opaski na rękę." Woźnica i konduktor noszą ciemne mundury. Bilet kosztuje 20 gr. Tramwaj często zatrzymuje się w środku trasy, by napoić dwa konie, które ciągną zatłoczony wóz.  
Gmina ma obowiązek dostarczania budulca na mury getta. W tym celu Rada Gminy powołała specjalny komitet (Instandhaltung der Seuchensperrmauren). Na czele komitetu stoi Mieczysław Lichtenbaum. Cegły na budowę bierze się z całkowicie zburzonych domów. Gmina przyjmuje robotników do zbierania cegieł. Wynagrodzenie wynosi 20 zł dziennie (wystarcza na 2 funty czarnego chleba). Nadzorca zarabia lepiej, ale by zostać nadzorcą trzeba mieć "plecy". Praca trwa 12 godzin dziennie. Często bierze się cegły z aryjskiej strony. Za ilość robotników powracających z aryjskiej strony i za szmugiel w tej grupie odpowiada nadzorca pod groźbą śmierci.  
Między stronami Gazety Żydowskiej znajdowała się ulotka BBC, wetknięta tam prawdopodobnie przez listonosza. Ulotka ostrzega, by nie pozwalać się wprzęgać do pracy na rzecz Niemców. Gazeta Żydowska ma swoje biuro przy Elektoralnej. Każdy egzemplarz gazety czytany jest przez setki osób (jedyny legalny tytuł dla 3 mln polskich Żydów). Jedyne źródło rzetelnej informacji stanowi prasa nielegalna. Wattenberg przynosi do domu takie gazetki. Zobowiązał się do przekazywania ulotki innej osobie, której nazwiska nie chce zdradzić. Gazetkę czyta przy zamkniętych na zasuwę drzwiach. Na terenie getta mają swoje nielegalne drukarnie nie tylko partie żyd., ale także PPS. Wielu polskich socjalistów mieszka w getcie. Na rogu Siennej i Sosnowej doszło do wykrycia radiostacji. Wszystkich mężczyzn z tego domu zabrano do więzienia, gdzie większość zastrzelono. Działacze podziemia zlikwidowali Syma - kolaboranta.  
Na podwórze Siennej 41 przychodzi wielu żebraków. Pewnego dnia znaleziono na podwórzu omdlałego chłopca. Chłopiec zemdlał z głodu. Jeden z lokatorów zabrał go i nakarmił. Od tamtej pory chłopiec stał się ulubieńcem domu. Pomaga lokatorom w drobnych pracach domowych. Zarabia w ten sposób po parę groszy. Często dostaje zupę. Na podwórze przychodzi też grywać na skrzypcach profesor Kellerman. Lokatorzy rzucają mu z okien kawałki chleba i monety. Wattenbergowa poprosiła profesora o udzielanie lekcji Annie. Cena jednej lekcji - 5 zł. W pobliże bramy domu przchodzi także śpiewać młoda , chora umysłowo kobieta. Często wczesnym rankiem śpiewa piosenkę: "Gwizd lokomotywy, żegnaj ukochany, bądź szczęśliwy..." Kobieta jest córką bogatego warszawskiego kupca. Doznała szoku nerwowego podczas pożaru domu.  
W czasie występu młodzieżowego Łódzkiego Zespołu Artystycznego w sali Weismana dało się słyszeć potężne eksplozje. W sali wybuchła panika i w ciągu kilku minut publiczność wybiegła na ulice. Ktoś przyniósł wiadomość, że Rosjanie bombardowali dworzec. W Warszawie ogłoszono stan oblężenia. Godzina policyjna w getcie zaczyna się teraz o 7. Mary Berg dostała nielegalny biuletyn informujący o zniszczeniach, jakim uległo lotnictwo na Okęciu na skutek nalotów radzieckich (o czymś przeciwnym informowała oficjalna prasa).  
Goje pracujący w getcie otrzymali rozkaz natychmiastowego opuszczenia dzielnicy. Wielu Żydów pragnie otrzymać po nich pracę. Aby otrzymać pracę dozorcy, konieczny jest jednogłośny wybór przez wszystkich lokatorów i zatwierdzenie przez administrację Gminy. Wattenberg chciał starać się o tę pracę dla Percego (nie ma on żadnych dochodów). Percy miał jednak zbyt małe szanse i Wattenberg zdecydował się wysunąć własną kandydaturę. Po długich staraniach dostał tę pracę od 11 lipca 41r. Nosi żółtą opaskę z napisem "Gospodarz Domu". Otrzymał od Gminy paszport stwierdzający, że jest zwolniony z obowiązku przymusowej pracy. Dozorcy otrzymują 200zł miesięcznie, darmowe mieszkanie, dodatkowe racje żywnościowe. Są zwolnieni z dodatkowych opłat. Główny zysk pochodzi z otwierania drzwi w nocy. Lokatorzy dają za jej otwieranie po 20 gr. Czasem w nocy uzbiera się 20 zł. Pomocnikiem Wattenberga jest Percy. Lokatorzy byli początkowo nieufni wobec antykwariusza, która stał się dozorcą. Później zaczęli okazywać mu szacunek.  
Panuje ogromny upał. Posadzone w skrzynkach warzywa usychają. Balkon mieszkania Wattenbergów wychodzi na aryjską stronę Złotej. Z aryjskiej strony, z mieszkania na piątym piętrze słychać często grane na fortepianie "Traumerei" Schumanna. Mary wyobraża sobie, że to jakaś chrześcijańska dusza stara się pocieszyć zamkniętych w getcie i wyraża w ten sposób ubolewanie z powodu kamieni wrzucanych do getta z aryjskiej strony. Dzięki tej melodii zebrana na balkonie młodzież przenosi się w inny świat.  
Szaleje tyfus. 28 lipca 1941 roku zmarło 200 osób. Szpital na rogu Leszna i Rymarskiej wywiesił w oknie izby przyjęć napis: "Nie ma miejsc". Nie przyimuje już pacjentów z powodu przepełnienia szpital na rogu Leszna i Żelaznej. Na Lesznie ojciec niósł na rękach całkiem dużego chłopca. Obaj okryci byli szmatami. Ojciec położył syna na stopniach szpitala na rogu Leszna i Żelaznej i cofnął się niepewny. Chłopcem wstrząsały konwulsje. Ze szpitala wyszła pielęgniarka i zaczęła krzyczeć na ojca, który spuścił głowę i płakał. Nagle chłopiec przestał się trząść, na twarzy pojawił się wyraz zadowolenia. Cicho umarł. Ojciec rozdzierająco szlochał. Właśnie nadjeżdżał wóz pogrzebowy i jeszcze ciepłe ciało chłopca zostało dołączone do innych ciał. Ojciec bezradnie patrzył za oddalającym się wozem. Sytuację zaobserwowała Mary Berg.  
Z powodu szalejącego tyfusu szmugluje się masowo serum ze Lwowa. Lekarstwo pochodzi z sowieckich magazynów, które dostały się w niemieckie ręce. Cena fiolki osiąga cenę kilku tysięcy złotych. Lepsze serum antytyfusowe pochodzi z paczek, jakie niektórzy mieszkańcy getta otrzymują ze Szwajcarii. Prowadzi się ożywiony handel lekarstwami. Jednym ze szmuglerów jest Heniek Grynberg. Dzięki podrobionym dokumentom jeździ do Lwowa i tam kupuje fiolki z lekarstwem z góry opłacone przez bogatych mieszkańców warszawskiego getta. Heniek jest doświadczonym szmuglerem i bardzo dobrze mu się powodzi, żyje dostatnio.  
Mary widziała na ulicy Leszno Rumkowskiego, jak spacerował w towarzystwie wysokiego urzędnika Gminy warszawskiej. Na rękawie nosił żółtą opaskę z napisem po niemiecku:"Prezes Gminy Żydowskiej w Łodzi."  
Ceny u ulicznego sprzedawcy na Siennej: cukierki z melasy i sacharyny - od 20 do 30 gr za sztukę, są też cukierki po 1 zł za sztukę. Cukier kosztuje 30 zł za funt. Okolice Grzybowskiej pełne są prawie nagich dzieci, sierot o ciałach potwornie zniszczonych. Nie wyglądają już jak ludzie. Ulica Komitetowa to żywy grobowiec. Ludność tej ulicy mieszka w piwnicach, do których nie dociera nawet promyk słońca. Ludzie ci często nie mają siły podnieść się z barłogów. Na Grzybowskiej co krok ustawione są żelazne piecyki albo paleniska z cegły. Za 40 gr można dostać szklankę gorącej wody z sacharyną i kromkę chleba. Na ulicy kobieta sprzedaje galaretę z końskich kości po 10 gr porcja. Można kupić placki z ryb zwanych "śmierdziuchami" po 30 gr za sztukę, z kawałkiem chleba - 50 gr. Kupujących jest wielu. Tu znajduje się też największa ilość żebraków z powodu działającej przy Gminie garkuchni.  
Na rogu Siennej i Sosnowej stoi kiosk z gazetami, jest wiele przemycanych tytułów. W getcie można kupić "Nowy Kurier Warszawski", "Das Reich", "Krakauer Zeitung", "Volkischer Beobachter" (oficjalnie w getcie można tylko kupić Gazetę Żydowską)Na Siennej można spotkać wiele popularnych postaci, m.in. Belę Gelbart, spacerującą z psem. Na ruinach domu przy Siennej 42 siedziała żebraczka, która nie miała już sił zjeść kawałka chleba. Krzyczała, aby ją dobić. Mary pobiegła do stacji sanitarnej i udało jej się namówić kogoś, by zabrano żebraczkę.  
Ulubione miejsce rozrywki w getcie to "Cafe Hirschfeld". Można tu dostać najwykwintniejsze potrawy. Cena obiadu waha się od 100 do 200 zł. Tu spotykają się szmuglerzy i ich kochanki (szesnastoletnie dziewczyny sprzedają się za obiad agentom gestapo i innym łajdakom nie myśląc o niebezpieczeństwie - mogły być zastrzelone przez ruch oporu ze swoimi kochankami). Częstymi gośćmi są kolaboranci Milek, Alfons P. Spotykają się tu też przywódcy ruchu oporu, uważający tę kawiarnię za dobrą kryjówkę.  
Młodzież z grupy teatralnej ŁZA zastanawia się nad zaniechaniem działalności. Ostatecznie postanowiono zawiesić przedstawienia. Panuje nastrój depresji i zniechęcenia. Prawie wszystkich członków grupy dotknęła śmierć lub choroba najbliższych. Zwłaszcza Romek jest zgorzkniały. Musi ciężko pracować, by wyżywić rodzinę. W przeciwieństwie do kolegów Tadek Szajer jest w znakomitym nastroju (jego ojciec jest asystentem komendanta Trzynastki). Tadek jest zawsze najedzony i wygląda b. dobrze. Jest zakochany w Mary i nieustannie czyni jej miłosne wyznania. Mary irytuje jego wymuskany wygląd i fakt, że zawsze każe się wozić rikszą.  
Niemcy w noc Rosz Haszana zebrali przedstawicieli Gminy i zażądali natychmiast 5 000 mężczyzn do obozów pracy. Gdy Gmina odmówiła wykonania rozkazu, Niemcy urządzili w getcie pogrom. Polowanie na ludzi trwało cały dzień i następny ranek. Na rogu Leszna i Żelaznej ogromna masa ludzi stała przed biurem pracy. Byli pilnowani przez policjantów żydowskich. Mary stała przyglądając się tłumowi złapanemu na roboty, gdy nagle policjant żydowski wciągnął ją do pobliskiego sklepu. Po chwili w miejscu, gdzie stała Mary, leżał mężczyzna trafiony kulą. Mimo, że zbliżała się godzina policyjna policjant nie pozwolił Mary wyjść ze sklepu. Następnie sam odprowadził ją do bramy jej domu.  
Łodzki Zespół Artystyczny dał przedstawienie w sali Weismana. Bilety wyprzedano dwa dni wcześniej. Cały dochód przeznaczony jest dla Domu Sierot Korczaka.  
Młodzież ucząca się na kursach rysunku technicznego urządziła wystawę swoich prac. Są dwie sale projektów graficznych, liternictwa, plakatów, pejzaży i portretów, projektów tekstylnych i projektów architektonicznych oraz projektów maszyn. Największym powodzeniem cieszą się martwe natury, widzowie pożerają oczami namalowane realistycznie owoce. Goście z przyjemnością i dumą oglądają projekty domów dla ludności żydowskiej w przyszłej, wolnej Polsce. Wielu odwiedzających jest wzruszonych i podniesionych na duchu. Wystawę odwiedził prof. Majer Bałaban.  
W czasie modlitw Kol Nidre pojawiły się w getcie obwieszczenia, że od 5 października mieszkańcy prawej strony Siennej, części Gęsiej i Muranowskiej oraz kilku domów stojących blisko granicy getta - muszą opuścić mieszkania. Mimo paniki ludzie zgromadzili się w nocy na modlitwę z okazji Dnia Pokuty. Na zewnątrz wystawiono straże, mające ostrzegać przed Niemcami. Przez cały dzień padał deszcz. Wattenberg został przez cały dzień w piwnicy, by się modlić, a Wattenbergowa szukała nowego mieszkania. Chrześcijańscy lokatorzy ulicy Chłodnej i Żelaznej (tych części, które były poza gettem) dostali rozkaz wyprowadzenia się do 15 października. Żydzi podejrzewają, że ulice te mają być przyłączone do getta.  
Otwarto dwie nowe klasy na kursach rysunku technicznego. Na kursie dla zaawansowanych ze 100 osób pozostało ok. 25 (reszta zmarła lub nie może płacić czesnego). Siedzibę kursu przeniesiono do budynku Gminy. Jest tu tak zimno, że uczniowie siedzą w paltach i rękawiczkach, w małym piecyku w klasie pali się ławkami. W wielu szkołach tworzy się "koła oświatowe", by uczyć oficjalnie zakazanych przedmiotów. Mówi się tu głównie po polsku, ale często używa się jidysz lub hebrajskiego. Ogromnie wzrosło zainteresowanie hebrajskim i angielskim. Często te spotkania odbywają się w pomieszczeniach, w których spotykają się komórki partii politycznych.Po getcie krąży ogromna ilość ulotek i podziemnych biuletynów.  
Szerzy się przerażający głód. Funt czarnego chleba kosztuje 4 zł, a białego - 6 zł. Masło - 40 zł za funt, cukier - 7-8 zł funt, najtańszy olej konopny - 8 zł za funt. Niemcy wpuścili do getta duży transport zmarzniętych ziemniaków (zmarzły w drodze na front wschodni). Przed sklepami ustawiają się długie kolejki, każdy kupuje po kilka ziemniaków. Nie można ich gotować, ale smaży się z nich placki. W całym getcie unosi się zapach smażenia. Pogarszają się warunki higieniczne. Na Lesznie 3 otwarto dodatkowe kursy dla personelu medycznego. Pozamarzały rury kanalizacyjne i nieczystości wyrzuca się na ulice. Wozy śmieciarzy przyjeżdżają bardzo rzadko. Przewiduje się wiosną epidemię cholery. Na dworze szaleje zamieć, nastały ciężkie mrozy. Nie ma opału. Na ulicach masowo leżą zamarznięci ludzie. 22 listopada rozpoczęto doroczną zimową zbiórkę na cele społeczne. Gmina ogłosiła konkurs na plakat związany z kampanią pomocy potrzebującym.  
W getcie jest kilka tysięcy chrześcijan. Większość z nich zmieniła wyznanie po wojnie. Są też tacy, którzy przeszli na chrześcijaństwo kilkadziesiąt lat temu. Chrześcijańskie dzieci rodziców Żydów przeżywają teraz podwójną tragedię. Czują się tak zagubione, że zdarzały się wśród nich wypadki samobójstw, podczas gdy nie miało to miejsca wśród młodzieży żydowskiej. Wielu chrześcijan nawróciło się ponownie na judaizm. Liczni chrześcijanie w trzecim pokoleniu, którzy nie musieli iść do getta, dobrowolnie zgłaszali się na gestapo i prosili o umieszczenie w getcie. Chrześcijanie mają własne garkuchnie. Posiłki są tam lepsze i tańsze niż w żydowskich kuchniach.  
Studenci kursów rysunku zorganizowali przyjęcie 28-12-41r.. W czasie przyjęcia wystawiono przedstawienie. Mary Berg śpiewała piosenki angielskie. Tańczono przy dźwiękach orkiestry. W bufecie placek kosztwał 3 zł, a kieliszek likieru - 5 zł. Noc sylwestrową 1941/42 zespół ŁZA spędził u Mary Berg. Jedzono kanapki z rybami "śmierdziuchami" i pito lemoniadę. Dokładnie o północy wypaliła się lampka karbidowa. Dzwon z pobliskiego kościoła wybił północ. W całkowitej ciemności Romek zagrał "Marsz żałobny" Chopina. Wszystkich ogarnęło przygnębienie. O szóstej rano goście zaczęli wychodzić. Romek szedł prosto do pracy przy budowaniu muru.  
W domu na Chłodnej 10 nie ma wielu lokatorów, więc dochody dozorcy z nocnego otwierania bramy nie są duże. Ale dozorca ma w tym domu inne dochody - co noc wozem przewozi się tu przemyconą mąkę i gdy dozorca otwiera bramę dostaje pewną ilość pieniędzy, a rano dwie bułki. Jest to akceptowany zwyczaj we wszystkich domach, gdzie znajdują się piekarnie. Na Chłodnej zamieszkali sami bogacze, którzy mieli dość pieniędzy, by przekupić urzędników i otrzymać tu przydział.Ulica uważana jest za "arystokratyczną". Na Chłodnej mieszka Czerniakow, Szeryński, Gepner, Lejkin, Czerwiński, Marysia Ajzensztadt i Hirschfeld (właściciel kawiarni). Niemal na każdej bramie jest tabliczka anonsująca lekarza lub dentystę. Dozorcami są przeważnie inteligenci, np. na Chłodnej 8 - inż. Plonskier. O szóstej rano dozorcy muszą usuwać śnieg i często sam Lejkin uczy ich, jak to robić.  
Na kursie rysunku odbyła się burzliwa dyskusja młodzieży o poezji. Z podziemnego biuletynu odczytywano fragmenty "Kwiatów polskich" Juliana Tuwima. Młodzież czuła się rozczarowana, że strofy ulubionego poety nie zawierają żadnych odniesień do aktualnej sytuacji Żydów i nie niosą im otuchy. Podzielono się na dwie grupy - jedna krytykowała poetę, że nie jest razem ze swym narodem, druga usiłowała go bronić. Mimo krytyki wiersz wielokrotnie czytano i przepisywano.  
Przy bramach getta coraz częściej zdarza się strzelanina, wywoływana przez znudzonych strażników. Dwa najbardziej niebezpieczne posterunki żandarmerii znajdują się: na rogu Żelaznej i Chłodnej blisko mostu i na rogu Żelaznej i Grzybowskiej. Na tym drugim posterunku stoi zwykle żandarm zwany "Frankensteinem". 27 lutego 1942 r. Frankenstein skatował na śmierć rikszarza za błahe przewinienie. Niemcy nałożyli karę śmierci za przekroczenie granicy getta i ostatnio kilka osób zastrzelono za to przestępstwo. Na każdym kroku Niemcy straszą też Romka, że go zastrzelą. Romek pracuje przy konserwacji muru, odpowiada za większą grupę robotników. Za ucieczkę któregoś z nich Romek odpowiada głową. Żandarm zastrzelił robotnika za kawałek masła w kieszeni. Romek za rabia ok. 30 zł dziennie i dwa bochenki chleba.  
Pod koniec marca 1942 przybył do Warszawy transport Żydów z Gdańska. Ludzie wyglądali o wiele lepiej niż mieszkańcy warszawskiego getta. Były to same kobiety i dzieci, bo wszystkich mężczyzn wysłano do Treblinki. Niemcy obiecali, że wszyscy mężczyźni wrócą po kilku miesiącach pracy w obozie. Brat przyjaciółki Wattenbergowej - dr Miechowski objął pozycję naczelnego lekarza Treblinki. Gmina wypłaciła jego rodzinie 5 tys. zł.  
Zostały internowane na Pawiaku wszystkie kobiety mające amerykańskie obywatelstwo. Od wczesnego ranka niemiecki samochód objeżdżał getto i zabierał wszystkie Amerykanki. 28 kwietnia - Bola Rapaport - jedna z internowanych pisała już listy do getta z obozu w Liebenau nad jeziorem Constance. Wattenbergowa nie została internowana, bo nie zgłosiła swego nowego adresu. Mówi się, że jeśli choć jeden członek rodziny ma amerykańskie obywatelstwo, to można przekupić Niemców, by internowali całe rodziny. Wattenbergowa dowiedziała się, że tymi sprawami zajmuje się gestapowiec Erlich.  
Do mieszkania Wattenbergów wpadł o szóstej kapitan policji Hertz, uprzedzając, że o ósmej ma się zacząć pogrom. Całe getto ogarnęła panika, ludzie w pośpiechu zamykali sklepy. Mówiło się o przybyciu z Lublina Vernichtungskommando, które ma przeprowadzić masakrę. Powtarzano, że posterunki przejmą Litwini i Ukraińcy, a Niemcy pójdą na front wschodni. Ludzie rozpoczęli szukać kryjówek. Do jedenastej wszyscy siedzieli w mieszkaniach, gotowi rzucić się do ucieczki. Przed jedenastą wezwano kpt. Hertza , by stawił się do komendy na Ogrodową. W nocy zabito w getcie 52 osoby, przeważnie byli to piekarze i szmuglerzy. Niemcy przychodzili do domów z przygotowaną listą osób. Jeśli nie było w domu danej osoby, brali w jej zastępstwie inną. Przy otwieraniu bram zginęło kilku dozorców. Razem z Niemcami przychodziło dwóch żydowskich policjantów - jeden o wyższej randze i jeden zwkły. Żyd. policjanci prowadzili Niemców pod wskazane adresy. Zabranym z domu osobom rozkazywano iść przodem, a potem strzelano im w plecy. O przebiegu egzekucji opowiadał Zycho Rozensztajn - policjant, którego Niemcy brali ze sobą na egzekucje. W nocy z 27 na 28 kwietnia zabito kolejnych 60 osób. Wśród ofiar było wielu drukarzy podejrzanych o drukowanie podziemnej prasy. [Wiosna niezwykła, pogoda wspaniała].  
Abie, który jest policjantem, został wysłany na nocny patrol na Krochmalną, gdzie odbywa się większość przemytu. Jego zadaniem było pilnowanie, by na ulicy nie pojawili się przemytnicy. Gdy spacerował po ulicy, kilku żydowskich przemytników usiłowało przerzucić przez mur kilka worków mąki. Abie liczył na łapówkę ze strony szmuglerów. Gdy przemytnicy zaproponowali Abiemu pieniądze, nagle pojawili się niemieccy żandarmi. Zastrzelili szmuglerów i rozpoczęli ścigać policjanta. Abiemu udało się uciec na posterunek przy Chłodnej 17, zdążył poprosić, by gdy pojawią się Niemcy nie mówiono, że jakiś policjant miał tej nocy patrol na Krochmalnej. Nikt nie wydał Abiego.  
Maj 1942 roku jest nadzwyczaj gorący. Na dachu Chłodnej 20 urządzono taras do opalania. Wejście kosztuje 1, 50 zł. Są leżaki i chłodne napoje. Mary chodzi się opalać na dach swojego domu, bo tu zawsze jest sama. Dochodzi ją tu zapach lip, które rosną niedaleko kościoła na Chłodnej. Noce są gorące i wilgotne. Po zachodzie słońca wszyscy lokatorzy siedzą w ogródku, na podwórzu domu Chłodna 10. Kpt. Hertz przepowiada rychłą zagładę getta. Niewielu jednak daje posłuch tym przepowiedniom. Mówi się, że Warszawa jest za dużym miastem, by mogło tu dojść do pogromu. W słońcu dojrzewają posadzone na podwórzu pomidory, cebulki. Do 27 maja były trzy zbiory rzodkiewek.  
Wattenbergowa szukała możliwości zarejestrowania całej rodziny jako obywateli amerykańskich. Przewodnicząca kolonii amerykańskiej po aryjskiej stronie poradziła jej, by zgłosiła się do Nikolausa, komisarza spraw zagranicznych GG. Wattenbergowa przez przypadek znalazła dojście do pana Z. , swego dawnego znajomego z Łodzi, który pracował w biurze Nikolausa. Obiecał pomoc i zarejestrował Wattenbergową. W podobnej sytuacji były w getcie 3 rodziny (matki Amerykanki, a mężowie i dzieci urodzeni w Polsce). Wattenbergowa skierowała je do pana Z. Od momentu zarejestrowania na liście osób do wymiany do domu Wattenbergów zaczęły napływać tłumy ludzi proszących o przekazanie ich rodzinom w Ameryce informacji. Wymiana miała nastąpić 6 lipca 42r. Okazało się, że Nikolaus zarejestrował tylko Wattenbergową z córką Anną. Wyglądało na to, że Mary z ojcem będą musieli zostać. Mimo wszystko Mary wierzyła, że uda im się wyjechać razem. 16 lipca 42r. otrzymali wiadomość, że mogą wyjechać całą rodziną. 17 lipca był dniem, w którym wszyscy obywatele obcych państw zarejestrowani na listach osób przeznaczonych na wymianę za jeńców niemieckich, mieli się stawić na Pawiaku. Powiedziano, że spędzą na Pawiaku 3 dni, a potem zostaną wysłani na wymianę do Ameryki. Musiał się także zarejestrować Bolek Szpilberg, który był obywatelem brytyjskim. Bał się teraz, że internują go bez rodziców, którzy paszportów brytyjskich nie mieli.  
W getcie krążą pogłoski o rychłej deportacji całego getta. Pojawiła się wiadomość, że warszawscy Żydzi mają przed sobą 40 dni. Mary utrzymuje, że takie wiadomości rozpowszechniają Niemcy, żeby ywołać panikę. Krążą pogłoski o likwidacji getta w Krakowie. W getcie w dalszym ciągu trwają łapanki. Frankenstein zabija codziennie 5 - 10 osób. Panują koszmarne upały. Mimo terroru nadal odbywają się koncerty policji żydowskiej w Feminie. Mary leczy sobie zęby u swojej kuzynki - dentystki Felicji Markusfeld.  
Wieczorem 16 lipca 42 r. wszyscy znajomi przychodzili żegnać się z Wattenbergami, którzy następnego dnia mieli być internowani na Pawiaku. Wszyscy zazdrościli im i rozpaczali nad własnym losem. Mary poszła z najbliższymi koleżankami do fotografa, by zrobić sobie ostatnie zdjęcie przed odjazdem. W szkole Mary poprosiła o świadectwo ukończenia trzeciego kursu rysunku. Tego dnia zdjęła opaskę. Na ulicy podchodzili do niej różni ludzie prosząc o zanotowanie adresów ich krewnych w Ameryce i przekazaniu im wiadomości. O ósmej wieczorem przyszedł Romek. Spacerował z Mary Chłodną. Nie mógł uwierzyć, że Mary wyjeżdża. Prosił, by go nie zostawiała samego. Nie chciał podać jej ręki na pożegnanie. Był pewien, że się już nie zobaczą. Pakując się na Pawiak i wyjazd do Ameryki Mary zabrała notesy, fotografie, rysunki i opaskę na rękę. Wattenberg zabrał filakteria, tałes i tomik psalmów, który towarzyszył mu od początku wojny (mimo, że każdy mógł wziąć tylko jedną walizkę).  
Wśród więźniów Pawiaka przeprowadzono kolejną rejestrację. 21 osób to obywatele USA, reszta ma paszporty Paragwaju, Kostaryki, Ekwadoru, Haiti, Boliwii i Meksyku. Niemcy uznają autentyczność ich dokumentów, choć ludzie ci nie mówią po hiszpańsku ani po portugalsku. Na Pawiaku strażnicy dość łatwo dają się przekupić i dzięki temu więźniowie dostają listy z wiadomościami, co się dzieje w getcie. Wieści o rychłej deportacji i panującej w getcie panice wstrząsają więźniami, którzy drżą o swoich bliskich. Z okna pokoju, w którym przebywa Mary Berg można obserwować więzienne podwórze - pralnię i kuchnie więzienną. Z okna wychodzącego na Dzielną widać żandarma na posterunku (Pawia i Dzielna są zamknięte dla ruchu) oraz budynek nr 27 - 31. Jest to Dom Sierot Korczaka. Przez okna budynku widać łóżeczka dzieci i słychać ich głosy.  
Do więzienia wzięto 60 zakładników. Są to wybitni pracownicy Gminy, lekarze i inżynierowie. W getcie zniknęła żywność. Funt chleba kosztuje 12 zł. Więźniowie Pawiaka też głodują, ich zapasy wyczerpały się. Rano dostają kromkę czarnego chleba i kawę, a w południe i wieczorem bardzo cienką zupę - wodę z kawałkiem ziemniaka lub brukwi. Na Pawiak dochodzą wiadomości o wydarzeniach w getcie - więźniowie wiedzą już o deportacji. Wattenbergowie dostali paczkę żywnościową od Abiego- policjanta żyd., który zastanawia się czy pomagać przy deportacji i uchronić się w ten sposób od wywiezienia czy zrezygnować z pracy, którą uważa za przykładanie ręki do zbrodni.  
Żydzi będący obywatelami neutralnych krajów europejskich zostali wywiezieni z Pawiaka na Umschlagplatz. Z okien Pawiaka więźniowie obserwowali blokadę Domu Sierot Korczaka i wyprowadzenie dzieci na Umschlagplatz. Widzieli równe rzędy małych dzieci i Korczaka idącego w towarzystwie lekarza w białym fartuchu. Nocami (sierpniowe nocy są wyjątkowo parne, więźniowie nie mogą spać) więźniowie Pawiaka słyszą odgłosy egzekucji. Jednej nocy zastrzelono pod oknami ok. 40 mężczyzn. Ofiary były dobijane kopniakami i uderzeniami kolbą. Rzeź trwała ponad dwie godziny. Egzekucje odbywają się także na dziedzińcu Pawiaka. Zaczynają się wraz z zapadnięciem nocy. W okrucieństwie odznacza się głównie Buerckel. Po ciała zamordowanych przyjeżdża wóz Pinkierta.  
W sierpniu 42r. na Pawiaku były 64 internowane osoby. Przedstawicielem grupy został pan S. obywatel Kostaryki. Oficerem wydelegowanym przez gestapo do kontaktów z obywatelami amerykańskimi na Pawiaku był Nemetz. Był zawsze uprzejmy, ale nigdy nie spełniał skromnych próśb więźniów (np. zmienienie siana w siennikach). Wszyscy Niemcy i Ukraińcy zachowywali się dużo lepiej w stosunku do obywateli amerykańskich, podczas gdy w stosunku do innych więźniów byli okrutni. Amerykanom pozwala się na godzinny spacer po podwórzu Pawiaka. Niektórzy z internowanych otrzymują paczki z getta, które rodzina lub przyjaciele przynoszą pod bramę. Najwięcej paczek dostaje Guta E., której matka jest w getcie. Do paczek zawsze dołączony jest list, w którym opisane są wszystkie ważne wydarzenia w getcie. Więźniowie Pawiaka są tak wygłodniali, że często nie mogą się ruszać. Mary znosi lepiej głód od innych. W getcie chleb staniał z 40 do 20 zł za funt.  
Mary przez okno Pawiaka dostrzegła w budynku po przeciwnej stronie ulicy Dzielnej pracujących Edzię i Zeliga. Szorowali podłogi w budynku przeznaczonym na magazyn. Oni także zauważyli Mary i gdy tylko pilnujący ich Niemiec opuścił pokój zaczęli rozmawiać. Okazało się, że Zelig i Edzia od dwóch tygodni są małżeństwem. Ich ślub odbywał się w chwili, gdy hitlerowcy blokowali ich ulicę. Mieli trudności ze znalezieniem rabina. Dzięki rozmowie z przyjaciółmi Mary poznała losy innych kolegów w czasie akcji. Z okna Mary obserwowała, jak kolejne budynki na Dzielnej zamieniane są na magazyny mienia zrabowanego wywiezionym.  
Za pośrednictwem Zeliga, pracującego w magazynach Werterfassung naprzeciw Pawiaka, Mary dostaje listy od Romka i Rutki. Dzięki listom dowiaduje się od Rutki, jak ta uniknęła wywiezienia do Treblinki. W czasie selekcji szopu Aschmana, w którym ojciec Rutki jest nadzorcą, Brandt wskazywał osoby, które miały być wywiezione. Wskazał na matkę dziewczyny. Rutka wyszła z szeregu i powiedziała, że pojedzie z matką. Brandt uśmiechnął się i powiedział, żeby obie wróciły do szeregu. Rutka była tak wstrząśnięta tym wydarzeniem, że rozchorowała się na dwa tygodnie. Pisała w liście, że zastanawia się, czy nie zamieszkać z jakimś mężczyzną. Tłumaczy, że bardzo niewiele kobiet pozostało w getcie samych. Zazwyczaj samotni mężczyźni proszą pierwszą napotkaną kobietę, by zamieszkała z nimi. Ten zwyczaj opisywał w liście także Romek, który zamieszkał z kuzynem i młodą dziewczyną.  
Zelig zrobił wszystko, by zebrać do grupy, w której był nadzorcą wszystkich przyjaciół. Udało mu się zatrudnić Manfreda Rubina. Dzięki Zeligowi także Abiemu udało się przenieść z szopu do pracy w magazynach Werterfassung na Dzielnej. Dzięki temu Abie mógł widywać się, choć z daleka, z Wattenbergami. Ukradkowe spotkania z pracującymi na Dzielnej znajomymi były okazją dla więźniów Pawiaka do zdobycia wiadomości o wydarzeniach w getcie i o losach przyjaciół. Mary obserwowała z okna Pawiaka pracę w magazynach na Dzielnej. Pewnego dnia zobaczyła Władysława Szpilmana, który przywiózł do magazynu wielki fortepian. Artysta był wychudzony, oddychał z trudem. Ponieważ zbyt wolno zdejmował z wozu fortepian, został zwymyślany przez nadzorującego Niemca. Hitlerowiec uderzył Szpilmana w twarz. W pewnym momencie artysta poczuł na sobie wzrok obserwujących go więźniów Pawiaka. Odwrócił się i prawdopodobnie rozpoznał publiczność swoich niedawnych koncertów. Zakłopotany odwrócił się.  
Internowani na Pawiaku próbują dodać sobie nawzajem ducha. Każdego dnia zbierają się w jednym z pokoi, by omówić bieżące sprawy i podzielić się swymi doświadczeniami. Czasami Noemi - aktorka recytuje wiersze (np. wiersz Tuwima "Pif - paf"). Więźniowie spędzają czas ucząc się języków obcych: angielskiego i hiszpańskiego. W pokoju internowanych mężczyzn powieszono kilka humorystycznych plakatów, autorstwa Tadeusza R. Adam W. i Mary Berg napisali kilka satyrycznych piosenek o życiu internowanych obywateli obcych państa na Pawiaku. Został także skomponowany "hymn"na cześć grupy składajcej się z obywateli dalekich państw, których obywatele ci nigdy nie widzieli. Wśród książek, które przyszły na Pawiak, Mary odkryła swoją ulubioną książkę - powieść Adrienne Thomas "Catherine, the World is Aflame!" "A teraz, gdy ją trzymałam - mój siennik przestał być brudny, nie czułam już pluskiew ani głodu; czytałam o życiu Catherine, która była prawdziwą bohaterką i zachowywała się z wielką odwagą w trudnych warunkach."  
20 października na Pawiak przybył komisarz Nikolaus i zapowiedział więźniom Pawiaka posiadającym obywatelstwo amerykańskie, że 23.10 ruszą w drogę. Wiadomość ta zaniepokoiła obwateli republik południowoamerykańskich, którzy obawiali się, że po wyjeździe Amerykanów, oni sami zostaną wysłani do Treblinki. 22 października więźniowie urządzili uroczystą pożegnalną kolację (jedzono kradzioną rzepę). Panował nastrój podniecenia. Na Pawiaku znajdowało się 21 obywateli amerykańskich -Żydów. 23 października o 10 rano na podwórzu więziennym zgromadziło się 150 Amerykanów (Żydów i gojów). Nagle pojawił się Brueckel i komendant Pawiaka. Rozkazali wszystkim mężczyznom w ciągu 2 minut zebrać się pod bramą. Wywołało to panikę, bo obywatele południowoamerykańscy nie spodziewali się, że zostaną wysłani. Jak szaleni rzucili się po swoje rzeczy, byle się nie spóźnić. Nadszedł Nikolaus, który wyjaśnił, że kobiety pojadą jutro. Mężczyźni ledwo zdołali pożegnać się z rodzinami. Po godzinie obywatele południowoamerykańscy wrócili na Pawiak. Okazało się, że rozkaz dotyczył tylko obywateli Stanów Zjednoczonych, ale Bruckel celowo wszystko poplątał, by wywołać panikę i rozczarowanie.  
Na rozkaz Nikolausa wszystkich więźniów Pawiaka mających obywatelstwo obcych państw zbadał lekarz. Chorzy zostali zwolnieni i otrzymali pozwolenie mieszkania po aryjskiej stronie. Na aryjską stronę zwolniony został m. in. przedstawiciel grupy - pan S. Korzystając z chwilowego zwolnienia czynił wiele wysiłków, by uratować z getta choćby jeszcze kilka osób, próbował m. in. pożenić młodych internowanych mężczyzn (obywateli obcych państw) z kobietami z getta, by umożliwić tym kobietom zmianę obywatelstwa i wyjazd. O to samo prosił wiele internowanych samotnych dziewcząt. Wszyscy chorzy wrócili ze strony aryjskiej na Pawiak 17 grudnia 42 r. Był to bowiem przewidywany termin wyjazdu. Powracający więźniowie powtarzali, co na aryjskiej stronie słyszeli o Treblince i o cierpieniach i prześladowaniach Żydów ukrywających się po stronie aryjskiej. Oprócz powracających z aryjskiej strony na Pawiak przybyli także Żydzi z prowincji, m. in rabin R. z Pinczowa z rodziną. Posiadali paszporty południowoamerykańskie i w ostatniej chwili zostali wyłączeni z transportu idącego do Treblinki. "... wyglądali potwornie, ubrania mieli brudne i w strzępach, a na twarzach cień śmierci".  
17 stycznia 43 r. o 10 rano obywatele obcych państw przebywający na Pawiaku zostali zawiezieni na godzinę do siedziby gestapo, by pożegnać się ze swymi przyjaciółmi - nie Żydami. Wattenbergowie spotkali tu Zofię K., która przyniosła im na pożegnanie paczkę z jedzeniem. Po godzinie więźniowie powrócili na Pawiak. Kazano im być gotowym do wyjazdu w każdej chwili. O drugiej nad ranem na Pawiak przyjechał Nikolaus ze swoim adiutantem Fleckiem. Wraz z nimi przyjechało 12 samochodów policyjnych. Więźniowie wyszli na podwórze. Nikolaus wyczytywał nazwiska w porządku alfabetycznym, a uzbrojeni żołnierze prowadzili wyczytanych do samochodów. Wszyscy strażnicy Pawiaka byli przekonani, że więźniowie ci są wysłani na śmierć. O trzeciej internowani opuścili Pawiak i po raz ostatni przejechali ulicami getta. Następnie ulokowano ich w pociągu stojącym na bocznicy. Pociąg jechał na zachód, w kierunku granicy z Niemcami. Wśród podróżujących było wiele osób uratowanych w ostatniej chwili.  
Niemiecki żandarm znęcał się nad żydowskim policjantem obok przejścia z "małego" do "dużego" getta, na Chłodnej. Niemiec zmuszał młodego człowieka do padania i wstawania aż ofiara zemdlała w kałuży krwi. Policjanta odwieziono rikszą do szpitala. W całym getcie są tylko trzy samochody sanitarne, dlatego do transportowania chorych używa się najczęściej riksz.  
Wattenbergowie szukali nowego mieszkania - na Stawkach były trzy pokoiki bez bieżącej wody za 200 zł miesięcznie. Na Smoczej do wynajęcia był pokój, w którym leżały zwłoki mężczyzny. Zrozpaczeni Wattenbergowie mieli zamiar zatrzymać się u znajomej, gdy w ostatniej chwili dano im znać o dwóch pokojach w komfortowym mieszkaniu na Lesznie. Wattenberg jako dozorca musiał zostać na Siennej, dopóki nie zmieni go nowy dozorca - goj. Cała Sienna wygląda przerażająco, jest pusta, a przez środek ulicy przeciągnięto zasieki z drutu kolczastego. Wszystkie okna są pozamykane, a domy dezynfekuje się. [Po przeprowadzeniu się z Siennej wielu jej mieszkańców natychmiast zmarło - z domu Sienna 41 sześć osób w ciągu niecałego miesiąca].  
O jedenastej wieczorem grupa hitlerowskich żandarmów wpadła do pokoju, w którym obradował komitet domowy. Żądali pieniędzy i kosztowności. Zrewidowali mężczyzn i zabrali wszystkie pieniądze. Kazali rozebrać się kobietom, w nadziei, że znajdą ukryte brylanty. Protestująca kobieta została pobita i tym brutalniej zrewidowana. Straszono je ponad dwie godziny, żądając oddania dolarów i kosztowności. Niemcy wyszli o 2 rano. Ich łupem padło kilka zegarków, kilka pierścionków i niewielka suma polskich pieniędzy.  
Po stronie aryjskiej ludność świętowała 1 i 3 maja przez kompletny bojkot nazistów. Ludzie unikali jazdy tramwajem i kupowania gazet. Celowo zostali w domu, w mieście panowała martwa cisza. W getcie też nastrój był inny. Żydzi okazują swój patriotyzm na wiele sposobów. W getcie mówi się o oddziałach partyzanckich pod Lublinem, w których walczą Żydzi. Wielu młodych ludzi marzy by wydostać się z getta, przyłączyć się do partyzantki i walczyć o wolną Polskę. Wielu dlatego działa w podziemnych organizacjach getta. Bolą ich szczególnie zachowania antysemitów, którzy odbierają Żydom prawo do bycia Polakiem. Na Chłodnej Polacy jadący ciężarówką ciskali przez mur w szyby wystawowe i prywatne mieszkania kamienie.  
W więzieniu na Gęsiej zastrzelono 110 osób, wśród nich 10 policjantów. Ofiarami byli szmuglerzy, osoby, które przekroczyły granicę getta, niepłacący podatków i żebracy. Wśród ofiar było kilka kobiet, w tym dwie kobiety w ciąży. Egzekucja odbyła się o 6 rano na podwórzu więzienia. Polska policja dostała rozkaz przeprowadzenia egzekucji, ale odmówiła. Policjanci polscy i żydowscy zostali zmuszeni do oglądania egzekucji. świadkiem rozstrzelania był Czerniakow, Szeryński i inni wysocy urzędnicy. Kilku polskich policjantów płakało, a jeden urzędnik Gminy zemdlał.  
Odbyła się uroczystość rozdania nagród laureatom konkursu na plakat poświęcony zimowej zbiórce na pomoc społeczną. Pierwszą nagrodę (200 zł) zdobyła Mary Berg. Nagrody wręczali Czerniakow i Jaszuński.  
Gmina otworzyła kilka szkół elementarnych dla siedmiolatków. Nauka odbywa się w jidisz. Gmina dostarcza podręczniki. Naprzeciwko budynku Gminy , w miejscu zbombardowanego domu założono park dla dzieci. Ogrodnicy z Toporolu posiali trawę i kwiaty. Ustawiono huśtawki i ławki. Na jednej z pozostałych ścian studenci kursów rysunku namalowali zwierzęta. Uroczyste otwarcie ogródka odbyło się 6 maja 1942r. Był obecny Czerniakow.  
W nocy działacze podziemia wykonali wyrok na jawnym kolaborancie Milku i jego kumplu - Andersie. Bliski przyjaciel Milka - Jurek Jawerbaum został uwięziony na Pawiaku.  
Na Pawiak przywieziono wszystkie Amerykanki ze strony aryjskiej i ze Lwowa. Amerykanki -Żydówki odczuwały ze strony Amerykanek nie-Żydówek niechęć. Żydówkom dawano odczuć, że są obce. Tylko zakonnice znajdujące się w tej grupie potępiały antysemickie uwagi niektórych kobiet. Wattenbergowa napisała do przyjaciółki gojki - Zofii K. z prośbą o przysłanie żywności. Odpowiedź była natychmiastowa. K. obiecała też pomóc Abiemu. Przez następne tygodnie regularnie przysyłała jedzenie (chleb, ziemniaki i cebulę). Do tej pory oprócz przydziałowych zupek Wattenbergowie, jak i inni więźniowie, żywili się głównie, kradzioną z więziennego dziedzińca, rzepą (wypełniała żołądek na cały dzień). Do przysmaków należały znajdowane czasem marchewki.  
Copyright © 2011 Centrum Badań nad Zagładą Żydów
wykonano ze środków
Ford Foundation grant No 1015-1739 oraz The Fund for support of Jewish Institutions or Projects outside Norway
realizacja informatyczna: